Archiwum kategorii 'Życie codzienne' Category

matura to bzdura.

Jeżeli napiszę że nie aktualizowałem bloga przez ponad dwa meisiące bo nie wiedziałem o czym pisać to mi uwierzycie? Pierwsze egzaminy za plus-minus miesiąc, a mam nadal mnóstwo rzeczy do powtórzenia oraz zero ochoty na wsadzenie nosa w książki i powtarzanie. Tego jest po prostu za dużo! Jak mam zapamiętać te wszystkie daty, regułki, teorie, prace. Chociaż nie jest to aż takim problemem jak matura ustna z polskiego (mówić przez 15minut z pamięci? Ja!?)

Z drugiej strony to tylko matura i nawet takie głąby jak ja mogą ją zdać.

A co z innymi sprawami? Cisza, pustka, zero, null, nic.

Matura próbna

Takie jest moje pierwsze wrażenie po maturze próbnej z polskiego i angielskiego, made by Operon i Gazeta Wyborcza. Egzamin z polskiego zawierał 13 zadań na rozumienie tekstu JPII na temat kultury i dwa tematy na rozprawki. Pierwszy temat był z o chłopach Wesela, drugi był nieśmiertelnym “Wokulski - jedna trzecia pozytywisty, romantyka i człowieka”. Całość poszła znośnie, nikt nie narzekał na tematy. Jedynym poważnym minusem jest to że do sprawdzenia dostanie je pan P., szalony szekspirolog…

Matura z angielskiego była zwyczajowo podzielona na dwie części - pisemną i ustną. Najpierw pisemna, więcej zadań z gramatyki (2!), rozprawka/opowiadanie/recenzja do wyboru. Ponownie łatwizna. Ustny angielski składał się z trzech zadań z rozumienia “na słuch” i 4 “na pismo”. Ustny angielski był trudny - pierwsze zadanie , polegające na przyporządkowaniu nagłówków do newsów miało przerwy 0,01 s. ;) Pisemny poza głupimi tekstami o multikulturalnym Londynie (Gazeta Wyborcza…) był całkiem znośny.

Jutro matura z matematyki - bylebym nie musiał powtarzać po Picardzie :P

PS.  Poprawiono literówki - jak widać pisanie nie jest mocną stroną…

Here lies an evil man

Coroczna jesienna grypa wbrew pozorom nie położyła mnie, ale zasiała spustoszenie w moim umyśle, przez co ostatni weekend minął na szwendaniu się po domu i nieumyślnym psuciu kolejnych elektronicznych urządzeń. Lenistwo objawiło się już w piątek wieczorem - po przyjściu z spotkania organizacyjnego na prywatny angielski zakopałem się w domu, nie idąc na piwo klasowe. Moja wina, moja bardzo wielka wina. ;)

Z weselszych wieści - po ponad miesięcznym oczekiwaniu zdobyłem dowód osobisty. Prawie równocześnie z dowodem dostałem wezwanie do WKU w celu spełnienia obowiązku służby rezerwowej. Wezwanie jest na 11 października (grr, po zajęciach) , dzięki czemu mam jeszcze dwa tygodnie na przekonanie się czy będę ręcznie rozminowywał pola minowe w Afganistanie po studiach.

Mówiąc o studiach, nadchodzi powoli ta wiekopomna chwila kiedy trzeba wybierać zdawane przedmioty na maturze. Wybrałem angielski, matmę i historię (rozszerzone) pomimo sugestii ex”profesora” od histy (”Czy byłeś w pełni władz umysłowych kiedy to wpisałeś?” - autentyk), polski (podstawowy). Wybrałem wariant asekuracyjny (stosunki międzynarodowe, prawo,whatever) z informatyką na UŁ. Pozostało już tylko zadzwonić do Uniwerku Łódzkiego i wypytać o szczegóły rekrutacji.

Teraz już tylko pozostało wyzdrowieć i skombinować kasę na nowy komputer…

Mjusik

Dziesiejszy odcinek skromny, tylko dwa klipy, ale w końcu trzeba coś pokazać.

“Warszawa” T.Love. Po prostu piękne.

Jeśli ktoś oglądał TO to powinien obejrzeć też to: ;)

Jesienią w szkołach zaczyna się picie…

Albo jakoś tak. W każdym razie znowu rozpoczęła się pradawna walka miedzy lenistwem a obowiązkiem, którą zapewne wygra pyrrusowym zwycięstwem druga siła. ;)

Jak ja żałuję że wakacje nie kończą się w grudniu i matur nie rozdają (Roman, chcemy amnestii!)…

Następna strona »


Archiwum